Referat misyjny Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny

Kuba. Wiara tutaj jest zanieczyszczona przez brak katechezy


Zapraszamy do lektury drugiej części opowieści ks. Adama Pestki MSF, prosto z Kuby

Myślę, że Kuba kojarzyła mi się najpierw ze spokojem i przyrodą, może przygodą, w końcu: „Piraci z Karaibów” (z nich zostało tylko piwo Buqanero). Nic bardziej mylnego. O spokoju można pomarzyć; Kubańczycy kochają muzykę. Jak dla mnie za bardzo kochają, szczególnie w piątki, soboty i niedziele, kiedy chcę się wyspać, a muszę słuchać grania do godz. 2.00 nad ranem i choć grają jakieś 600 m ode mnie, to słyszę jakby sąsiedzi urządzili „dziką imprezę”. Nad ranem budzi cię krzyk „PAAAAAAAN” – chleb, który przypomina „PEEEEEEEEE…..”. Niedaleko kościoła jest rynek, a na rynku w niedzielę, przed i po mszy, przez głośniki słychać kubańskie disco polo. Podczas mszy na szczęście jest przerwa, a to dzięki ks. Grzegorzowi Chrapli MSF, który był na misji przede mną. Nawet, gdy msza jest dłuższa niż godzinę - przerwa dalej trwa:). Jedną z pierwszych spraw, o których młodzi chcieli ze mną porozmawiać, był zakup perkusji (mała uwaga: głośniki kosztowały 500 dolarów, a zarobki dalej wynoszą 20 dolarów, ja np. zarabiam 10 dolarów, bo nie jestem cały tydzień w parafii). Tyle ze spokoju. 
Czas przedstawić przyrodę, która zachwyca, a nawet oczarowuje, ale…. Ale są minusy. Gdy pochodzisz z miasta z 5 jeziorami to normalne, że ciągnie cię do wody. Dlatego jednym z moich pierwszych pytań było: czy są w okolicy jeziora do pływania lub rzeki? I usłyszałem odpowiedź: jezior nie ma, ale są rzeki. Jednak nie do pływania, ponieważ są tak zanieczyszczone, że nawet Kubańczycy ze swoją odpornością boją się w nich kąpać, ale zawsze można pojechać nad morze, które dla człowieka z okolic Bałtyku zawsze jest ciepłe, czyste i łatwiejsze do pływania. Tutaj pierwszy raz spotkałem się z wodą, która by mnie wypychała😊 A kto mnie zna wie, że nie jestem mały i że nie działa na mnie zasada więcej tłuszczu to nie pójdziesz na dno😊. Rzeki są zanieczyszczone, ponieważ w miastach najczęściej nie ma kanalizacji. Podłogi w domach są robione pod skosem. Dla lepszego czyszczenia wylewasz wodę z chlorem i ściągasz ją ku wyjściu na ulicę. Między chodnikiem a asfaltem najczęściej jest rów i w czasie deszczu ten rów zamienia się w rzeczkę zalewającą ulicę, a potem spływa do najbliższej rzeki. Zawsze jednak można poszukać czegoś pozytywnego – tak mówią. Więc jak za czasów młodości, chciałem pochodzić na boso; ostatecznie jest ciepło, nieustanna wiosna i lato. Zacząłem chodzić boso po domu i przeszedłem się po ulicy. Nie pamiętam dobrze, ale chyba tylko raz. Raz tylko raz, powtórzę RAZ i zaraz dostałem wykład, że: "Padre boso możesz chodzić, ale po domu, bo na ulicy są odchody m.in.: koni, szczurów i jest taka bakteria co przenika przez skórę i niszczy wątrobę (to problem, bo tutaj najłatwiej kupuje się leki w dolarach, choć nie używasz ich w tutejszych aptekach, tzn. masz dolary i osobę, która leci do USA, albo do innego kraju i kupuje Ci leki  za dolary). Tyle z dwóch pierwszych rzeczy kojarzących mi się z Kubą. Na szczęście mam wszystkie części „Piratów z Karaibów”:).
I dochodzimy do pytania dlaczego piszę o zanieczyszczeniach? Wiara tutaj jest zanieczyszczona przez brak katechezy. Obok naszego kościoła mamy ogromny kościół Jana Chrzciciela – baptystów, a obok zielonoświątkowców i wielu ludzi nie widzi żadnej różnicy. Tłumaczą sobie, że najważniejsze to kochać Jezusa. Ale, że Jego Matka jest traktowana inaczej, że inne kościoły nie uznają świętych, że ich chrzest to nie sakrament - tego nie dostrzegają. Dlatego tak ważna jest modlitwa za nich, wsparcie by można ich katechizować oraz księża, zakonnice i inni, którzy chcieliby to robić.
Pozdrawiam i proszę o modlitwę
ks. Adam Pestka MSF













Share:

Dzieci - dzieciom

Dzieci - dzieciom💞😍  Tak najkrócej można określić pomoc dzieci z Koła Misyjnego z Katolickiej Szkoły Podstawowej SPSK z Oddziałami Integracyjnymi w Czerwiennem. Dzięki pomocy pań Ewy Kowalcze i Sylwii Burmistrz dzieci zebrały pieniądze i - za pośrednictwem Naszego Referatu - przekazały dzieciom uczęszczającymdo przedszkola w Muli, którego opiekunem jest ks. Damian Szumski MSF. Piękny to gest💓 Zapraszamy wszystkich chętnych do współpracy. Więcej na naszej stronie www.misjemsf.blogspot.com (zakładka: Dzieła Referatu). Wszelkie informacje można uzyskać także u ks. Włodka Burzawy MSF, odpowiedzialnego na misje (tel. +48 731 039 109)😍






Share:

Pracowity początek roku w Muli

W Muli na Papui Nowej Gwinei nowy rok rozpoczął się bardzo pracowicie. Ksiądz Damian Szumski MSF wraz ze swoimi parafianami budują nowy classroom przy przedszkolu. Wiele osób ostatnio narzekało, że nie słychać dzwonów kościelnych, dlatego rozpoczęto przebudowę dzwonnicy. A po ostatnim trzęsieniu ziemi remontu wymaga także kościół - sanktuarium Maryjne, które grozi zawaleniem. Jak widzimy na zdjęciach w pomoc zaangażowali się nawet najmłodsi parafianie💪🤗😊🇵🇬🇵🇱 Pomóżmy im naszą modlitwą i w miarę możliwości ofiarami🙏💞





















Share:

Kuba - drogi. Relacja ks. Adama Pestki MSF


Proszę Pana Boga, żebym dobrze napisał to co mam przedstawić. Ks. Włodzimierz Burzawa, Referent ds. Misji Zagranicznych naszego Zgromadzenia poprosił mnie, żebym napisał coś o Kubie i wysłał jakieś zdjęcia. Pomyślałem  więc, że lepiej nie pisać wszystkiego, ale podzielić na części to co mogę napisać i zaprezentować. A najłatwiej napisać o drogach na Kubie, o transporcie i tym, co mnie denerwuje, a zarazem obrazuje jak tutaj wygląda życie. Należy więc zacząć… Od czego? Może od wiadomości jaką wysłałem wraz ze zdjęciem do znajomej za pomocą messengera: „pytasz, którą stroną odbywa się ruch. Tam - gdzie droga lepsza. Pytasz, gdzie można zaparkować. Tam, gdzie można pogadać - skrzyżowanie też dobre”. Taka rzeczywistość . Mam coraz więcej szacunku do Amerykanów, bo 60 lat po rewolucji drogi, które zbudowali dalej funkcjonują, a dziury zmuszają do jeżdżenia na niektórych odcinkach raz po lewej stronie szosy, raz po prawej, a niekiedy brakuje szosy, więc zostaje opcja poruszania się po drodze z kamieni - jeśli jest przejezdna. To nie jest żart. Jedna z wiosek (Piedra – Kamień), gdzie mamy wspólnotę, ma tak kiepską drogę, że po deszczu moja łada albo rower nie mają szans z kałużami, a kałuże są niebezpieczne ponieważ nigdy nie wiesz co w nich pływa i żyje, jakie bakterie lub zwierzątka co gryzą (a z lekami tu słabo baaaardzoooo słabo). Można się tam dostać za pomocą traktora lub jeepa. Inne zjawisko występujące na drogach Kuby poza kałużami (o nich będzie mowa w innych częściach), to tzw. „Botella” – butelka, którą my znamy jako autostop. Pytałem Kubańczyków dlaczego butelka? Nie potrafili powiedzieć… Aż pewna osoba wytłumaczyła mi, że w czasach, gdy ludzie nie mieli pieniędzy - tak jak za komuny w Polsce - można było załatwić transport za butelkę. Dziś odbywa się to „zawodowo”. Na Kubie pracują ludzie, którzy zatrzymują samochody aby brały autostopowiczów, a ich klienci następnie im płacą. Państwo to uławia, ponieważ choć istnieją autobusy i taksówki, to samochody z literą „B” w rejestracji, a to większość samochodów na wyspie, mają obowiązek się zatrzymać. Jeśli kierowcy owych pojazdów nie zrobią tego mogą liczyć na mandat. Transport funkcjonuje tu w ten sposób z wielu  powodów, ale jednym z głównych jest cena paliwa. Jeden litr paliwa 90 oktanów kosztuje 1 dolara. Niby nie wiele, ale gdy na miesiąc zarabiasz 20 dolarów i musisz żyć - perspektywa się zmienia. Tutaj rada dla wycieczkowiczów – nie próbujcie żyć jak Kubańczycy za 20 dolarów, bo ich jedzenie was zabije. Nie mamy odporności by jeść to co oni i nieraz na jeden posiłek w drodze trzeba wydać więcej pieniędzy niż oni zarabiają na miesiąc, ale żyjesz; np. ser gouda to koszt 25 dolarów. Z problemem transportu starają sobie poradzić na inne możliwe sposoby, np. rower, motorower, rower z silnikiem z czegoś, rower-taxi, motory, konie, krowy z wozem, konie z wozem. Dlatego spotkać konia pasącego się obok drogi lub na trawniku to zwykły widok.  Czasami można odnieść wrażenie, że niecodziennym widokiem na drodze dla ludzi jest samochód. No bo jaki to problem wyjechać rowerem z ulicy podporządkowanej przed jadący samochód. To obcokrajowcy mają z tym problem (więcej o tej „drogowej zasadzie rowera” może powiedzieć ks. Grzegorz Chrapla MSF , który wrócił do Polski). Ostatecznie usłyszysz: „padre esto es Cuba que tranquilo” – Ojcze to Kuba, spokojnie. Jakie to miłe wiedzieć, że i Kubańczycy mają problem z „drogową zasadą rowera” i tak samo brakuje im spokoju w podobnych sytuacjach, gdy to ty krzyczysz z wnętrza auta „tranquilo esto es Cuba”. Myślę że tyle wystarczy na pierwszą wzmiankę o nowej misji naszego Zgromadzenia.

Jednak dlaczego postanowiłem pisać o transporcie? Widzę w tym jakieś powiązanie z duchowością tych ludzi. Są oni zagubieni jak na ulicy. Tak jak transportu, brakuje im katechezy i księży oraz zakonnic. Ich życie duchowe ma dziury nieraz tak wielkie jak te na drogach, a mimo to kochają Jezusa, szukają Go z kościołem jak okazji na drodze i warto im w tym pomagać, choć czasem trudno. Ale jak to mnie mobilizowała mama: kto powiedział, że będzie łatwo? Jezus mówił, że kto chce iść za mną niech weźmie krzyż swój i Mnie naśladuje
Pozdrawiam serdecznie
Ks. Adam Pestka MSF, Kuba























Share:

Copyright © Referat misyjny Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny | Powered by Blogger
Design by Br. Dawid Jesiotr MSF | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com