Zapraszamy na www.misjemsf.pl: List z Madagaskaru - podziękowanie za duchową adopcję dzieci

wtorek, 14 stycznia 2020

List z Madagaskaru - podziękowanie za duchową adopcję dzieci


Ksiądz Ludwik Wawrzeczko MSF pracujący na Madagaskarze, przesłał do swojej rodzinnej parafii w Rudzicy i do wszystkich Przyjaciół Misji  kilka słów. Zachęcamy do przeczytania tego listu.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dawno już minął mój okres urlopowy i z początkiem listopada 2019 r. jestem ponownie na Madagaskarze. Miłe wspomnienie po wakacjach dodają mi sił do podejmowanie zobowiązań naszej rzeczywistości. Najpierw trzeba było pozałatwiać zaległości z trzech miesięcy wakacyjnych, były to głównie sprawy finansowe: zaległe wypłaty dla nauczycieli, opłacenie długów związanych z utrzymaniem internatu, itd. Od razu, jak się z tym uporałem, ruszyłem na tourne od wioski do wioski; przecież od trzech miesięcy nie było u nich księdza, brak dostępu do sakramentów. Listopad to u nas początek roku szkolnego, więc wraz z tourne duszpasterskim to załatwianie także spraw szkolnych, chociażby takie jak dostarczanie przyborów szkolnych na wioski. Z najdalszych wiosek, aby zakupić cokolwiek, np. długopis czy zeszyt, muszą iść na nogach 40 km do większej miejscowości, gdzie jest możliwość zakupienia podstawowych rzeczy. No i z powrotem to samo, niosąc na plecach zakupiony towar. Nie mówiąc o tym, gdzie ludzie mają znaleźć te parę groszy na zakupy skoro ich „jedyną żywicielką” jest łopata. Pomoc więc pod tym względem jest bardzo doceniana. Nie łudźmy się, że wszystko jest takie różowe. Są wioski, gdzie ludzie nie życzą sobie, aby ksiądz przez nie przechodził. Lub sytuacja, która wydarzyła się w jednej z wiosek, gdzie nauczyciel ze swojej gorliwości zaprosił wszystkie dzieci bawiące się na placu wioskowym do szkoły. Wieczorem do nauczyciela przyszedł oburzony jeden z rodziców z zapłakanym dzieckiem, które dostało lanie – rodzic nie życzy sobie, aby jego dziecko było ciągnięte do szkoły „bo ono ma wyrosnąć na silnego mężczyznę, a nie na ciapa łapę, który nie będzie umiał łopatą zapracować na życie.” Ogólnie można powiedzieć, że do szkoły uczęszczają dzieci chrześcijan lub przychylnych chrześcijaństwu.
Czy też to co wydarzyło się w internacie, gdzie dzieci są z różnych wiosek, z różnych plemion. Każde plemię, każda wioska, a nawet każda rodzina ma jakieś tabu, czyli coś zakazanego do jedzenia. W tym roku szkolnym zwiększyła nam się liczba wychowanków w internacie z 20 do 30, ale po dwóch tygodniach ubyła nam dwójka, gdyż któreś z dzieci przyniosło z domu mięso perliczki (perliczki żyją u nas na dziko tak jak w Polsce bażanty) i piekło je w wspólnej kuchni, co spowodowało „zagrożenie” dla innych dzieci, które mają tabu perliczki. Dwoje dzieci, aby uniknąć „śmierci” natychmiast opuściło internat. Z takimi to historyjkami spotykamy się na co dzień.
Po powrocie z wakacji, wykorzystując Waszą hojność objawiającą się w grubości mojego portfela, rozpocząłem budowę dwóch budynków. Jeden to internat. W poprzednim roku dzieci zajęły całą moją plebanię, czyli dwa pomieszczenia 4x3 m (ja na ten czas wyniosłem się do kurnika). W tym roku liczba dzieciaków się podniosła; moja plebania okazała się za ciasna, więc budujemy właściwy budynek. Jak również budujemy szkołę w tej samej miejscowości centralnej Tandrano. Szkoła istnieje już trzeci rok; co roku przybywa klas a budynek dotychczas wykorzystywany na cele edukacji nie jest w stanie pomieścić wszystkich uczniów.
Jeśli ktoś chciałby się podjąć adopcji misyjnej i internatu w Tandrano to byłbym bardzo wdzięczny. Nie mówię o adopcji pojedynczego ucznia, ale wspólne wsparcie dla wszystkich dzieci z internatu w Tandrano. Ja nie mogę dzielić uczniów na tych, którzy otrzymają wsparcie i na tych, które nie otrzymają wsparcie. Na dzień dzisiejszy, dzięki Wam, opłacane są wszelkie wydatki szkolne a jedzenie donoszą rodzice. Wielu dzieci nie jesteśmy w stanie przyjąć do internatu, gdyż rodzice nie są w stanie dostarczyć jedzenia dla dzieci. Nierzadko dzieje się tak, że gdy rodzice znajdują coś do jedzenia to dzieci przez jakiś czas uczą się, a gdy w domu brakuje jedzenia - dziecko przerywa naukę aż do czasu znalezienia pożywienia przez rodziców. Dzieci w naszym internacie wcale nie jedzą śniadań, gdyż rodzice nie mają im co dać, a mnie także nie stać, aby co dzień wydać 1 zł na śniadanie dla każdego dziecka. Jedynie co mogę im zaproponować na poranne „rozgrzanie żołądka” to kubek gorzkiej herbaty.
Jeśli ktoś podjąłby się takiego wsparcia to proszę o kontakt z ks. Włodzimierzem Burzawą MSF, Referentem ds. Misji Zagranicznych MSF, tel. kom. +48 731 039 109, www.misjemsf.blogspot.com
A na minione Święta Bożego Narodzenia, dzisiejszą Niedzielę Świętej Rodziny, jak i na nadchodzący Nowy Rok niech Pan błogosławi i strzeże.
ks. Ludwik Wawrzeczko MSF

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna