Zapraszamy na www.misjemsf.pl: Kuba - drogi. Relacja ks. Adama Pestki MSF

sobota, 1 lutego 2020

Kuba - drogi. Relacja ks. Adama Pestki MSF


Proszę Pana Boga, żebym dobrze napisał to co mam przedstawić. Ks. Włodzimierz Burzawa, Referent ds. Misji Zagranicznych naszego Zgromadzenia poprosił mnie, żebym napisał coś o Kubie i wysłał jakieś zdjęcia. Pomyślałem  więc, że lepiej nie pisać wszystkiego, ale podzielić na części to co mogę napisać i zaprezentować. A najłatwiej napisać o drogach na Kubie, o transporcie i tym, co mnie denerwuje, a zarazem obrazuje jak tutaj wygląda życie. Należy więc zacząć… Od czego? Może od wiadomości jaką wysłałem wraz ze zdjęciem do znajomej za pomocą messengera: „pytasz, którą stroną odbywa się ruch. Tam - gdzie droga lepsza. Pytasz, gdzie można zaparkować. Tam, gdzie można pogadać - skrzyżowanie też dobre”. Taka rzeczywistość . Mam coraz więcej szacunku do Amerykanów, bo 60 lat po rewolucji drogi, które zbudowali dalej funkcjonują, a dziury zmuszają do jeżdżenia na niektórych odcinkach raz po lewej stronie szosy, raz po prawej, a niekiedy brakuje szosy, więc zostaje opcja poruszania się po drodze z kamieni - jeśli jest przejezdna. To nie jest żart. Jedna z wiosek (Piedra – Kamień), gdzie mamy wspólnotę, ma tak kiepską drogę, że po deszczu moja łada albo rower nie mają szans z kałużami, a kałuże są niebezpieczne ponieważ nigdy nie wiesz co w nich pływa i żyje, jakie bakterie lub zwierzątka co gryzą (a z lekami tu słabo baaaardzoooo słabo). Można się tam dostać za pomocą traktora lub jeepa. Inne zjawisko występujące na drogach Kuby poza kałużami (o nich będzie mowa w innych częściach), to tzw. „Botella” – butelka, którą my znamy jako autostop. Pytałem Kubańczyków dlaczego butelka? Nie potrafili powiedzieć… Aż pewna osoba wytłumaczyła mi, że w czasach, gdy ludzie nie mieli pieniędzy - tak jak za komuny w Polsce - można było załatwić transport za butelkę. Dziś odbywa się to „zawodowo”. Na Kubie pracują ludzie, którzy zatrzymują samochody aby brały autostopowiczów, a ich klienci następnie im płacą. Państwo to uławia, ponieważ choć istnieją autobusy i taksówki, to samochody z literą „B” w rejestracji, a to większość samochodów na wyspie, mają obowiązek się zatrzymać. Jeśli kierowcy owych pojazdów nie zrobią tego mogą liczyć na mandat. Transport funkcjonuje tu w ten sposób z wielu  powodów, ale jednym z głównych jest cena paliwa. Jeden litr paliwa 90 oktanów kosztuje 1 dolara. Niby nie wiele, ale gdy na miesiąc zarabiasz 20 dolarów i musisz żyć - perspektywa się zmienia. Tutaj rada dla wycieczkowiczów – nie próbujcie żyć jak Kubańczycy za 20 dolarów, bo ich jedzenie was zabije. Nie mamy odporności by jeść to co oni i nieraz na jeden posiłek w drodze trzeba wydać więcej pieniędzy niż oni zarabiają na miesiąc, ale żyjesz; np. ser gouda to koszt 25 dolarów. Z problemem transportu starają sobie poradzić na inne możliwe sposoby, np. rower, motorower, rower z silnikiem z czegoś, rower-taxi, motory, konie, krowy z wozem, konie z wozem. Dlatego spotkać konia pasącego się obok drogi lub na trawniku to zwykły widok.  Czasami można odnieść wrażenie, że niecodziennym widokiem na drodze dla ludzi jest samochód. No bo jaki to problem wyjechać rowerem z ulicy podporządkowanej przed jadący samochód. To obcokrajowcy mają z tym problem (więcej o tej „drogowej zasadzie rowera” może powiedzieć ks. Grzegorz Chrapla MSF , który wrócił do Polski). Ostatecznie usłyszysz: „padre esto es Cuba que tranquilo” – Ojcze to Kuba, spokojnie. Jakie to miłe wiedzieć, że i Kubańczycy mają problem z „drogową zasadą rowera” i tak samo brakuje im spokoju w podobnych sytuacjach, gdy to ty krzyczysz z wnętrza auta „tranquilo esto es Cuba”. Myślę że tyle wystarczy na pierwszą wzmiankę o nowej misji naszego Zgromadzenia.

Jednak dlaczego postanowiłem pisać o transporcie? Widzę w tym jakieś powiązanie z duchowością tych ludzi. Są oni zagubieni jak na ulicy. Tak jak transportu, brakuje im katechezy i księży oraz zakonnic. Ich życie duchowe ma dziury nieraz tak wielkie jak te na drogach, a mimo to kochają Jezusa, szukają Go z kościołem jak okazji na drodze i warto im w tym pomagać, choć czasem trudno. Ale jak to mnie mobilizowała mama: kto powiedział, że będzie łatwo? Jezus mówił, że kto chce iść za mną niech weźmie krzyż swój i Mnie naśladuje
Pozdrawiam serdecznie
Ks. Adam Pestka MSF, Kuba























Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna